Przejdź do treści

Czego nie kupuje minimalistka

Ilość przedmiotów którymi otaczamy się w dzisiejszym świecie jest zdecydowanie za duża. Czy minimalistka kupuje? Czego nie kupuje? Ogromny wpływ konsumpcjonizmu pochłonął już wszystkie aspekty naszego życia. Chęć posiadania przewyższa potrzeby, dajemy się ponieść reklamom i zabiegom marketingowym lub po prostu czujemy się lepiej posiadając i co chwilą kupując nowe rzeczy.

Chcę czy potrzebuję?

Pytanie które powinniśmy sobie zadać przed każdym zakupem

Zdecydowanie nie potrzebujemy aż tyle. Zróbmy dobry uczynek nie tylko dla naszego portfela, ale również dla naszej planety i gdy kolejny raz najdzie nas ochota na zakup, zadajmy sobie to jedno proste pytania: chcę czy potrzebuję.

Nie popadajmy w skrajność i nie wyrzucajmy od razu wszystkich rzeczy z domu


Nie popadajmy w skrajność i nie wyrzucajmy od razu wszystkich rzeczy z domu – wpływ nowych trendów nie do końca jest dobry dla naszej planety. Jeśli nagle w emocjach i pod wpływem impulsu wyrzucimy połowę przedmiotów z domu, nie tylko wyprodukujemy ogromną ilość śmieci, ale może okazać się, że jednak tych rzeczy potrzebowaliśmy i będziemy musieli kupić je ponownie. Czyli narazimy się na duże koszty.

Zmiany wprowadzajmy powoli, krok po kroku, a pierwszym krokiem jest ograniczenie kupowania nowych rzeczy. Wiele przedmiotów, które nas otacza może otrzymać nowe życie, dlatego warto przed wyrzuceniem czegoś zastanowić się, czy nie chcemy tego wykorzystać w zupełnie inny sposób. Jeśli jesteśmy pewni, że nie chcemy już tej rzeczy, zapytajmy naszych najbliższych czy przypadkiem tego nie potrzebują. Jeśli nie, możemy niechciane przedmioty wystawić na popularnym serwisie do sprzedaży, nawet za symboliczną kwotę lub nawet za darmo. Włóżmy odrobinę wysiłku, aby dać rzeczom drugie życie zanim po prostu wyrzucimy je na śmieci.

Lista rzeczy, których nie kupuje minimalistka:

  1. Kolejnych sprzętów kuchennych. Mam jeden porządny mikser planetarny i malakser. Jedną dużą i jedną małą patelnię, jedna blaszkę, jedno naczynie żaroodporne. Po ślubie zdublowało nam się kilka przedmiotów, udało nam się je oddać lub wyjątkowo, trzymamy drugi komplet sztućców, na zapas jak trzeba będzie wymienić ten pierwszy.
  2. Czasopism i książek. Uwielbiam czytać i skłamałabym, mówiąc, że w moim domu nie ma książek. Jednak od 5 lat nie kupuję już nowych książek, a korzystam jedynie z tych z biblioteki. Jeśli jakaś pozycja okazuje się niemożliwa do wypożyczenia, wyjątkowo kupuję ją, aby później móc ja sprzedać lub oddać dalej. Na naszym regale znajdują się nasze ulubione pozycje. Myślę, że kiedyś będzie ich mniej, teraz jednak nie potrafię się jeszcze z nimi rozstać. Nic na siłę, na wszystko przyjdzie czas.
  3. Ciuchów i butów. W nowym domu mam naprawdę sporą garderobę, która niestety pęka w szwach.. Jest to moja pięta achillesowa, ponieważ bardzo nie lubię wyrzucać niezniszczonych rzeczy. Pierwszy krokiem do ogarnięcia tego chaosu było 2 lata temu zaprzestanie kupowania nowych rzeczy. Musicie mi uwierzyć, ale naprawdę mam jeszcze ciuchy których nie nosiłam nigdy lub tylko raz. I tak tylko przekładam je, robiąc porządki sezonowe – swetry zimowe, które nigdy nie zostały założone wymieniam na sukienki, których prawdopodobnie też nie ubiorę. Jeśli pojawi się potrzeba, a nie chęć, oczywiście kupię, ale prawdopodobnie z second-handu. Każda rzecz powinna przecież dostać drugie życie.
  4. Napojów i wody butelkowanej. Pijemy tylko wodę i ograniczamy zużycie plastików do minimum. W naszym domu jest dzbanek filtrujący wodę oraz butelki wielorazowego użytku. Mamy już w zwyczaju zabierania wody w takiej butelce przed każdym wyjściem z domu, tak aby nagłe pragnienie nie zmusiło nas do zakupu wody butelkowanej. To nie tylko ograniczenie śmieci, ale również oszczędność i zdrowie (mikroplastik w zwykłych butelkach przenika z wodą do naszego organizmu).
  5. Reklamówek jednorazowych. Siatki bawełniane wielokrotnego użytku już na stałe zagościły w naszym domu. To również nawyk, który wszedł nam w krew. Na zakupy bierzemy plecak i siatki bawełniane, również te do warzyw. Małe nawyki, dzięki którym planeta jest czystsza, a nasz portfel choćby minimalnie, ale grubszy.
  6. Pamiątek. Najczęściej małe pierdołki, z którymi nie do końca wiadomo co ma zrobić obdarowany. Mogą być bardziej lub mniej trafione, ale według mnie są zawsze zbędne. Jeśli chcę obdarować czymś najbliższych, to wybieram regionalne wyroby kulinarne np. przyprawy, oliwę, alkohol. Gdy wspólnie oglądamy zdjęcia i filmy z podróży to właśnie te smaki i zapachy pozwalają choćby na chwilę przenieść się w te miejsca.
  7. Środków czystości do różnych powierzchni. Porządek jest dla nas bardzo ważny i regularnie dbamy o to żeby gościł w naszym domu. Niepotrzebne są jednak tysiące specyfików do każdego pomieszczenia, wystarczą nam płyn do WC, ponieważ nie znalazłam nic z domowych środków czystości, które spełniłoby nasze oczekiwania, płyn do odkamieniania, ponieważ mamy bardzo twardą wodę (która jest zdrowa i bogata w minerały), ale wymaga od nas dużo więcej zaangażowania podczas sprzątania. Na stałe gości u nas ocet, soda oczyszczona, kwasek cytrynowy oraz boraks. Nie tylko są tańsze, ale również dużo zdrowsze dla nas i naszego środowiska.
  8. Słodyczy. To nie jest tak, że nie lubię słodkiego, wręcz przeciwnie! Grzeszę i nie wstydzę się do tego przyznać. Jednak jeśli już mam ochotę na coś słodkiego przygotowuje takie przekąski sama lub sięgam po gorzką czekoladę, jako jedyna słodycz gości w naszym domu. Unikam wtedy utwardzonych olei roślinnych – tłuszczy trans, które są bardzo szkodliwe dla naszego zdrowia, oraz pustych kalorii. Przepisy na słodkości, które pojawiają się w naszym domu znajdziecie w zakładce kuchnia.
  9. Sztucznej biżuterii. Zdecydowanie zbędna część mojej garderoby. Od 5 lat mam jeden zegarek, jedną bransoletkę, 3 pary kolczyków i złotą celebrytkę, którą noszę na co dzień. Do tego 3 złote pierścionki: zaręczynowy, panieński i obrączkę. Nie przeczę, że czasy młodości, to bardzo duże ilości sztucznej biżuterii, w której ciężko mi było się czasami odnaleźć. Niestety, ich kiepska jakość, oraz dość spory koszt patrząc na to jak szybko się niszczą są wystarczającymi argumentami, które dość szybko do mnie przemówiły.
  10. Płynów do zmiękczania prania. Nie używam, ponieważ nie potrzebuję. Zbędny wydatek i dodatkowa chemia na ubraniach.
  11. Kawy i jedzenia na wynos. Wygodny sposób na spożywanie posiłków. Niestety bardzo drogi, nie zawsze zdrowy oraz mający zły wpływ na nasza planetę. Kawę na wynos zastępuję kawą z kubka termicznego. Jeśli nie mam czasu gotować wyciągam jedną z wcześniej przygotowanych zamrożonych porcji obiadowych. Zawsze gotuję więcej, tak aby zaoszczędzić czas i pieniądze oraz być gotowa na sytuację, gdy tego czasu nie będę miała.
  12. Kolejnych kompletów pościeli i ręczników. Każdy domownik ma swoje dwa ręczniki, mamy dwa komplety pościeli na jedną kołdrę i są to ilości które w zupełności nam wystarczają, a jednocześnie nie są kłopotliwe przy praniu. Pojedyncze ręczniki i pościele dla gości oraz po jednym zapasie dla nas – w razie dużego W, raczej starsze egzemplarze, których po prostu nie wyrzuciłam od razu. Zdarzyło się, że były przydatne, więc uważam decyzję za słuszną.

4 komentarze do “Czego nie kupuje minimalistka”

  1. Bardzo fajny wpis. Ludzie maja za duzo rzeczty, ktore „chcieli” miec, a nie takich, ktorych rzeczywiscie potrzebowali. Adnotacja do srodkow czystosci, mieszkam za granica i tutaj maja taki super-srodek o nazwie Såpa. To jest taki plyn o konsystencji gestego oleju. Mozna niz czyscic wszystko, doslownie WSZYSTKO, jest eko, nie ma negatywnego wplywu na scieki (a wiec i srodowisko), swietnie nadaje sie do drewna, blatow, podlog etc, mozna nim nawet podlewac kwiaty, bo zapach zniecheca insekty (takie male czarne latajace fujary, co lubia sie w nich zagniezdzac). Mega polecam <3.

    Pytanie: czego uzywasz zamiast plynu do zmiekczania tkanin (czy nie uzywasz niczego)? Mam bardzo wrazliwa skore i bez zmiekczenia recznikow (posciel moglabym przebolec) nie da rady. Jakies pomysly moze? 🙂

    1. Dziękuje za miłe słowa! 🙂 I za polecenie nowego środka – sprawdzę jak z dostępnością w Polsce i na pewno wypróbuje jeśli tak polecasz 🙂

      Jeśli chodzi o zmiękczanie tkanin to na co dzień nie używam niczego. Fajnie sprawdza się ocet dolany do fazy płukania. Usuwa on resztki proszku, a dodatkowo odkaża. Bardzo dużo zależy od wody, jeśli jest ona bardzo twarda problem narasta mocniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *